Ośrodek leczenia uzależnień, odtrucie i odwyk - terapia uzależnień

Serwis Strony



  • NZOZ "Terapia-24" Ośrodek
  • Psychoterapii
  • 84-104 Jastrzębia Góra
  • ul. Nasza 2
  • tel. 58 523 84 73

  • oraz

  • Oddział w Kościerzynie
  • ul. Wyspiańskiego 18a
  • 83-400 Kościerzyna

  • tel. 512 327 617
  • tel. 517 867 728
  • fax 58 684 91 53



Ja, alkoholik

Co oznacza dla mnie być osobą uzależnioną od alkoholu ?

Bliżej z określeniem alkoholik zetknąłem się 15 lat temu w okresie działalności samorządowej. Określenie to miało wówczas dla mnie jedynie wymiar socjalny i wyłącznie kojarzyło mi się z rodzinami patologicznymi, którymi „z urzędu” musiałem się zajmować. Niestety, ale po najmniejszej linii oporu przyjmowałem potoczne „sklasyfikowanie”, zaszufladkowanie określonej kategorii ludzi jako skrajny margines społeczny. Do głowy mi nie przyszło nazwać alkoholikami moich kolegów, z którymi piłem, i to, nie mało. Pojęcie uzależnienia w moim otoczeniu praktycznie nie funkcjonowało.

  • Podział był prosty:
  • - alkoholicy – to margines społeczny,
  • - normalni ludzie – to ci co pili przy każdej okazji, ale po imprezie wracali do domu,
  • - abstynenci – w moim pojęciu, byli to ci, którzy z różnych przyczyn nie mogli już pić.

Dziś zaczynam sobie zdawać sprawę z tego, jak uproszczony, a właściwie prymitywny był to sposób pojmowania problemu. Jednak był mi podświadomie potrzebny do samousprawiedliwienia. Gdybym wówczas miał świadomość, czym jest naprawdę alkoholizm i jakie niesie zagrożenia, to być może wybrałbym inną drogę w życiu, ale wówczas kpiłbym z każdego, kto sugerował by , że grozi mi alkoholizm. Teraz wydaje mi się, że już wówczas byłem alkoholikiem. W najlepszym przypadku stałem nad przepaścią i nieświadom zagrożenia, w zaślepieniu zrobiłem krok naprzód… Długo trwałem w przekonaniu, że przecież nie piję tak dużo. Przecież miałem krótsze czy dłuższe przerwy w piciu. Gdy się zmobilizowałem potrafiłem nie pić. Gdy tylko ktoś z bliskich próbował mi zasugerować, że może mam problem, natychmiast wpadałem w stan podenerwowania i irytacji. Usprawiedliwienia szukałem pocieszając się, że przecież moi koledzy, zajmujący niekiedy wysokie stanowiska, pili więcej ode mnie, a ci co nie pili, to ich wybór, ale wszyscy funkcjonowali jednakowo sprawnie. Stworzyłem wokół siebie barierę ochronną i znalazłem dla siebie dyskretny sposób picia. Jednak w miarę upływu czasu przerwy w piciu stawały się coraz krótsze, a okresy picia coraz dłuższe. Z wolna zaczęło docierać do mojej świadomości, że mam problem z alkoholem. Jednak byłem przekonany iż poradzę sobie sam. Samoprzyznanie się do tego, że jestem alkoholikiem było dla mnie wręcz nie do przyjęcia i broniłem się przed tym wewnętrznie. Mimo, że wewnętrznie uznałem konieczność leczenia i zaakceptowałem potrzebę pomocy z zewnątrz – co przyszło mi z wielkimi oporami- to dopiero po kilku dniach pobytu w (...) i wysłuchaniu osobistych świadectw uzależnienia przedstawianych przez współuczestników terapii dokonałem pewnego przewartościowania własnego pojęcia alkoholizmu. Nagle dotarło do mnie, że alkoholicy to przecież normalni ludzie, którzy mnie otaczają, tylko, że nieuleczalnie chorzy. Od tego momentu coś się we mnie przełamało, zrozumiałem, że jestem alkoholikiem i muszę z tą świadomością żyć, ale tym samym zaakceptowałem samego siebie takim jakim jestem i poczułem ogromną wewnętrzną ulgę. Dopiero od tej chwili zacząłem rozumieć sens i potrzebę leczenia. Dla mnie to taki stan jak codzienna akceptacja własnego odbicia w lustrze. Dotarło do mojej świadomości, że jestem alkoholikiem i akceptuję to. Tak, chcę się leczyć bo chcę być trzeźwiejącym alkoholikiem.
A.K. lipiec 2010 roku.